Relacja: Life Festival Oświęcim (Scorpions, LP, Kasia Kowalska; 24.06.2017)

Co roku do Oświęcimia zapraszane są gwiazdy wielkiego formatu, aby przy wypełnionym po brzegi miejskim stadionie celebrować ideę tolerancji, pokoju i wolności. Podczas drugiego dnia tej wyjątkowej imprezy piękne i niezapomniane koncerty zagrali Scorpions i LP.

scena

Przyznaję, że nigdy nie było mi po drodze z Life Oświęcim Festival mimo, że to ok. 40 km od mojego miejsca zamieszkania, a zawsze podobali mi się wykonawcy, którzy występowali w mieście kojarzonym głównie z Muzeum Auschwitz-Birkenau. Ale w końcu ogłoszono zespół, który rozpalił moje emocje do czerwoności. Scorpions, bo o nich mowa, kilka lat temu zapowiedzieli koniec kariery muzycznej, ale po wielkim sukcesie trasy koncertowej w 2011 roku, postanowili jeszcze nie przechodzić na emeryturę. I bardzo dobrze! Skoro Klaus Meine wciąż ma głos jak dzwon, a ludzie chcą słuchać ponadczasowych przebojów na żywo to warto jeszcze trochę pomuzykować. I dzięki temu dostałam szansę (to moje czwarte podejście…) zobaczenia na własne oczy tego zespołu, który w czasach licealnych mocno odcisnął na mnie swoje piętno. 24 czerwca na Stadionie MOSiR w Oświęcimiu przed niemiecką legendą wystąpili: Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn, Leski, Bisquit, Julia Pietrucha, LP i Kasia Kowalska. Z różnych względów wybrałam się tylko na dwie ostatnie wokalistki oraz Scorpions.

LP oczarowała publiczność, która bardzo licznie stawiła się na stadionie w Oświęcimiu, ale jeszcze nie zdążyła go w całości wypełnić. A już na samym początku mogliśmy usłyszeć wspaniałe, ale spokojniejsze utwory takie jak „Muddy Waters”, „Other People” i „Tightrope”. LP skrywała się za okularami i gitarą, ale w miarę upływu czasu nabierała luzu, zaczęła odwiedzać wybieg ze sceny i z coraz szerszym uśmiechem na twarzy chwaliła polskich fanów. Z przyjemnością słuchało się kolejnych kawałków „Up Against Me” i “Death Valley” przy doskonałym nagłośnieniu. Ludzie również coraz żywiej reagowali na muzykę LP, kołysząc się i klaszcząc chętnie do rytmu. Kawał fenomenalnego głosu zaprezentowała w „Strange” (pojawiła się też harmonijka ustna), rockowym „Levitator” (tutaj z kolei ukulele) oraz w „You Want It All”. Na scenę posypały się papierowe serduszka, baloniki oraz bukiety kwiatów, które później LP rozrzucała z powrotem w stronę tłumu pod sceną.

lp

Znowu spokojniejsze nuty usłyszeliśmy we wspaniałych, klimatycznych numerach „Suspicion” i „Tokyo Sunrise”. O wiele bardziej rockowo i ciężej niż w wersji studyjnej zabrzmiał „No Witness”. A taneczny „When We’re High” świetnie nastroił do największego hitu LP, czyli “Lost on You”. Polskich fanów nie trzeba było namawiać, aby dołączyli się do śpiewania refrenu i nawet nie wyszło tak najgorzej. Na bis powrócilła przy pięknych dźwiękach „Switchblade” i „Someday”. Artystka była pod wrażeniem ciepłego przyjęcia przez oświęcimską publiczność, a także z dużym przejęciem opowiadała o wizycie w Muzeum Auschwitz-Birkenau. Na koniec LP wykonała „Into the Wild”, gdzie wykazała się trudną umiejętnością gwizdania, niczym Klaus Meine podczas „Wind of change”. Polscy fani pożegnali LP wielkimi brawami. Później w tłumie można było usłyszeć rozmowy przez telefon typu: „Co to był za koncert! Włącz sobie na Youtube LP – ale ma niesamowity głos!”. To chyba najlepsze podsumowanie tego wspaniałego występu.

Aby nieco ostudzić emocje po LP na scenie B (vis-à-vis po drugiej stronie boiska) wystąpiła Kasia Kowalska ze swoim repertuarem, który można określić jako Best of. Usłyszeliśmy takie hity sprzed lat jak „Antidotum”, „Pieprz i sól”, „Spowiedź” czy „Coś optymistycznego”. Ponadto wokalistka zaśpiewała aż dwa covery: „Tak tak… To ja” Obywatela G.C. oraz „Hallelujah” Leonarda Cohena. W czasie tego drugiego utworu, kiedy ludzie zaczęli śpiewać refren, można było się przez chwilę poczuć jak podczas niedzielnej mszy lub Dni Młodzieży… W każdym razie Kasia Kowalska, choć zaczęła niemrawo, jakby się jeszcze dobrze nie rozgrzała, z piosenki na piosenkę się rozkręcała. Na koniec publiczność całkiem głośno odśpiewała „To co dobre” wraz z wokalistką. To był bardzo sympatyczny koncert z niezłym nagłośnieniem, choć myślę, że mogło być lepsze, a przyjemność ze słuchania muzyki Kasi Kowalskiej byłaby jeszcze większa.

kasia k

DALSZY CIĄG NA KOLEJNEJ STRONIE!!!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.