Czad Festiwal 2017 (Blind Guardian, Alestorm, Sonata Arctica, The Offspring, Edguy, Epica)

Pięciodniowy Czad Festiwal to impreza, gdzie po względem muzycznym każdy znajdzie coś dla siebie, ale również spędzi wolny czas w pozytywnej atmosferze przypominającej tej z Przystanku Woodstock. Po raz pierwszy wybrałam się do Straszęcina pod Dębicą, aby podczas dwóch koncertowych dni wyszaleć się przy wspaniałych dźwiękach takich zespołów jak: Blind Guardian, Alestorm, The Offspring, Sonata Arctica, Edguy, Epica i Big Cyc.

czad

Straszęcin to malutka miejscowość, która od pięciu lat gromadzi spore ilości fanów chętnych zapłacić niemałe pieniądze, aby pobawić się pod chmurką przy popularnych na całym świecie zespołach. W tym roku atrakcji nie brakowało, bo już podczas pierwszego dnia na festiwalu zagrali Bastille, Billy Talent, Zebrahead, Dubioza Kolektiv czy polski fenomen – Nocny Kochanek. Z kolei w czwartek wystąpili: Lady Pank, japoński One OK. Rock, KSHMR, Steve Aoki oraz Agnieszka Chylińska. Jednak na moim celowniku znalazły się dwa kolejny dni, gdzie do głosu miały dojść metalowe oraz punkrockowe zespoły.

W czwartek (24.08) jako pierwszy na Głównej Scenie pojawił się zespół Epica. Początek koncertu nie był porywający, ale to może kwestia słonecznej pogody, która nie za bardzo pasuje do klimatu symfonicznego metalu. Ale w miarę upływu czasu i piosenek pochodzących głównie z ostatniej płyty „The Holographic Principle” („Eidola”, “Edge of the Blade”, „A Phantasmic Parade” i “The Essence of Silence”) sama grupa jak i publiczność zaczęła się rozkręcać. Humor dopisywał muzykom, którzy nie raz i nie dwa dla śmiechu tworzyli z dłoni serduszka (Isaac Delahaye i Coen Jansse). Na szczególną uwagę zasługuje klawiszowiec, który szalał na scenie ze swoim keyboardem kręcąc się na nim i jeżdżąc wokół perkusisty, a później z półokrągłym keyboardem ruszył w stronę coraz bardziej rozemocjonowanych fanów. Tam przybijał ludziom piątki w środkowej fosie, a potem nawet rzucił się na falę jednocześnie nie zapominając o muzycznych obowiązkach. Coen Jansse zdominował scenę, nawet przyćmiewając piękną Simone Simons, która również oczarowywała wszystkich wokalnie.

Dzięki klawiszowcowi Epica złapała lepszy kontakt z publicznością, więc na kolejnych numerach („Ascension – Dream State Armageddon”, “Unchain Utopia”, “Cry for the Moon”, “Sancta Terra”) zabawa stawała się coraz bardziej żywiołowa. Największy entuzjazm fanów wzbudziły kawałki „Beyond the Matrix” i “Consign to Oblivion”, gdzie w pewnym momencie do fosy zeszła połowa zespołu: Isaac Delahaye, Mark Jansen i obowiązkowo Coen Jansse. Ich pozytywna, otwarta i oczywiście metalowa postawa przekonała do siebie ludzi, którzy chętnie machali rękoma w górze, krzycząc „hej!” i klaskając do rytmu. A zagorzali fani oddawali się pogo i śpiewaniu. Dzienna aura ostatecznie nie wpłynęła na odbiór koncertu Epici, która na pewno zyskała sobie wiele sympatii wśród festiwalowiczów. Kto wie czy też nie przekonali kilku, aby przyjechali do Krakowa na ich listopadowy występ w Kwadracie.

epica

Półtorej godziny później na Dużej Scenie pojawili się bardowie z Niemiec, tradycyjnie zaczynając koncert od „The Ninth Wave” – jedynego reprezentanta najnowszej płyty „Beyond the Red Mirror” z 2015 roku. Niemal 10-minutowy utwór zwabił pod scenę większą ilość ludzi, aby na speedmetalowym, jak i również dość wiekowym kawałku „Welcome to Dying” szaleć w pogo i śpiewać głośno chwytliwy refren. Tymczasem powoli zaczynał zapadać zmrok, więc „Nightfall” idealnie wpasował się w warunki festiwalu. Fani Blind Guardian z dużym zaangażowaniem odśpiewali wszystkie słowa numeru, podobnie zresztą jak na żywiołowym „Imaginations from the Other Side”. Publika rozkręciła się już na dobre i co chwilę ktoś lądował na fali (mnie też nie ominęła ta przyjemność). Stworzył się istny taśmociąg, który robił ogromne wrażenie, choć jak przekonaliśmy się następnego dnia na Alestorm – można jeszcze więcej ludzi wysłać ponad głowami w stronę sceny.

Następnie usłyszeliśmy kilka rzadziej granych utworów jak „I’m Alive”, „The Script for My Requiem”, „Mordred’s Song” czy „Born in a Mourning Hall”, co nie stanowiło żadnego problemu dla fanów, którzy z uczuciem odśpiewywali wszystkie kawałki, szalejąc również w pogo do tych zawrotnych melodii. Kto zna Blind Guardian ten wie, że podczas ich występów w Polsce dzieją się rzeczy niezwykłe. Na koncertach publika nie tylko wykazuje się ponadprzeciętną żywiołowością, ale również chętnie sama zapewnia magiczny klimat, choćby siadając na ziemi podczas niektórych utworów. Tym razem spontanicznie wszyscy usiedli przy spokojnych dźwiękach „A Past and Future Secret”, gdzie Hansi Kürsch uwodził swoim charakterystycznym głosem, a André Olbrich i Marcus Siepen chwycili za akustyczne gitary. Bardowie znowu oniemieli z zachwytu widząc fanów tworzących wyjątkową atmosferę.

Po chwili uspokojenia powróciły bardziej znane numery takie jak potężne „Bright Eyes”, porywające „Another Holy War” czy epickie „And the Story Ends”. Ale prawdziwe szaleństwo jak zwykle zgotowała „Valhalla”, która dzięki fanom skandującym refren utworu trwała dwa razy dłużej. Już nawet Marcus Siepen żartował sobie do wokalisty, że nie potrafi liczyć, bo chwilę wcześniej zapowiedział ostatnie dwie frazy „Valhalla – Deliverance/Why’ve you ever forgotten me”, a zrobiło się z nich jeszcze sześć. Mimo to nieodmiennie ten kawałek spotkał się z wielkim entuzjazmem publiczności i głośnym skandowanie nazwy zespołu.

Ale to jeszcze nie był koniec tego niesamowitego występu , bo na deser pozostał „The Bard’s Song – In the Forest”, na którym oczywiście fani ponownie usiedli na ziemi (co stało się znakiem firmowym polskich koncertów). Przyznam, że na świeżym powietrzu jeszcze mocniej odczuwa się magiczną atmosferę, jakbyśmy się wszyscy przenieśli do mrocznego lasu z powieści Tolkiena, a przy ognisku uprzyjemniał wszystkim czas bezimienny bard. Publika bezbłędnie, głośno i z uczuciem odśpiewała wszystkie słowa piosenki, a Hansi Kürsch tylko akompaniował. Uśmiechy nie schodziły z twarzy muzyków, szczególnie Marcusa Siepena. Nawet ochroniarze, którzy dzięki temu mieli chwilę oddechu nie kryli podziwu, a jeden nawet kręcił głową z wrażenia. Dla takich cudownych chwil jeździ się na koncerty.

blind guardian

Blind Guardian zakończyli wieczór nieśmiertelnym utworem „Mirror Mirror”, gdzie fani mogli jeszcze wybrykać się w pogo, a także zedrzeć gardła do samego końca. Niemcy jak zwykle dali wspaniały występ, choć o godzinę krótszy niż zwykle, bo trwał tylko 1,5 godziny. Ale przy takiej intensywności numerów, raczej nikt nie czuł się rozczarowany, choć jeszcze słychać było w tłumie prośby o „Majesty”. Zespół otrzymał wielką owację i oczywiście sfotografował się z fanami ładnie opisując zdjęcie tekstem na Facebooku: „When in Poland do as the Polish. We did the obvious and danced the Metal Polka with the masters of the Sitting Bard’s Song at the Czad Festival. We have eagerly learnt our dancing lesson. What a tremendous and cheerful audience. A dream team to work with. Highly recommended to everyone!”. Nie trzeba nic dodawać!

DALSZY CIĄG NA NASTĘPNEJ STRONIE!!!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.