Koncertowe podsumowanie 2016 roku!

2016 roku był dla mnie bardzo intensywny pod względem uczestnictwa w koncertach, bo po prostu też było to częścią mojej pracy. Miałam okazję zobaczyć na żywo, po raz kolejny, moje ulubiony zespoły, ale także brałam udział w doskonałych występach grup, które mniej znałam, ale bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Zestawienie obejmuje niemal wszystkie koncerty, na których byłam w tym roku. Kolejność wynika z moich odczuć: jak dobry był koncert, jak sprawowało się nagłośnienie, jak ludzie się angażowali się w gig oraz czy ja sama się dobrze bawiłam. Koncert to emocje, więc i moja ocena jest subiektywna. Powspominajmy wspólnie ten jakże obfity we wspaniałe występy 2016 rok! Zaczynamy!

Czytaj dalej

Relacja: Parkway Drive w Krakowie! (10.08.2016, Kwadrat)

Choć w środę Kraków przywitał fanów metalcore’u rzęsistym deszczem, to Australijczycy z Parkway Drive postanowili nie być gorsi i swoją porywającą muzyką rozgrzali Kwadrat do czerwoności tak, że koszulki kleiły się fanom do ciał, jakby dopiero co wrócili z pola. W tym diabelskim planie wspomogli ich Bury Tomorrow oraz Burning Down Alaska. 

Pierwsi na scenę wyszli Brytyjczycy z Bury Tomorrow i od razu rozkręcili pogo i circle pit na środku płyty. Daniel Winter Bates i spóła przyjechali do Krakowa dać czadu, nie zważając na to, że Kwadrat dopiero się zapełniał. „To nie jest pogrzeb!” – apelował do publiki wokalista zespołu, a ta rzeczywiście dała się ponieść temu niezwykle żywiołowemu, melodyjnemu metalcore’owi. Szkoda tylko, że nagłośnienie, jak na możliwości krakowskiego klubu było raczej kiepskie, ale te niedogodności rekompensowała energia bijąca od Bury Tomorrow, którzy jakby chcieli to roznieśliby tą całą scenę w drobny pył.

Po takim otwarciu, człowiek nastawiał się na kolejną petardę, która dorzuci do pieca kolejnymi szybkimi i ciężkimi brzmieniami. Jednak Burning Down Alaska nie sprostał tym oczekiwaniom grając nieco spokojniej, ale bardziej emocjonalnie. Może gdyby nagłośnienie i tym razem nie zawiodło, to przeplatające się wokale Tobiasa Rische (growl) i Kassim Auale (czysty śpiew) bardziej przypadłyby do gustu licznej już wtedy publiczności. Mimo to, młodzi Niemcy nie dawali za wygraną i całkiem skutecznie zachęcali ludzi do pogo, machania rękoma na boki czy nawet siadania na parkiecie i skakania. Jednak grające przed nimi Bury Tomorrow postawiło za wysoko poprzeczkę (wczujmy się w tą olimpijską atmosferę) i Burning Down Alaska wypadli przy nich przeciętnie, choć niewątpliwie wyróżnili się swoim stylem i pomysłem na siebie. 

Zanim metalcorowcy z Australii wyszli na scenę, publiczność, która już dość szczelnie wypełniła krakowski Kwadrat, mogła posłuchać takich hitów sprzed lat, jak „Livin’ On A Prayer” Bon Jovi’ego i „Bohemian Rhapsody” Queen. Przewrotny pomysł, ale fani bez kompleksów śpiewali i klaskali do słynnych przebojów. Po chwili, przy wielkiej wrzawie, Parkway Drive rozpoczęli swój koncert od „Destroyer” i ” Dying to Believe” pochodzących z najnowszego albumu „Ire”, który zespół promuje na obecnej trasie. Podczas występu mocno postawili na utwory właśnie z tej płyty, bo usłyszeliśmy jeszcze „Vice Grip”, „Dedicated”, a także „Bottom Feeder”, które przeplatali najbardziej znanymi i popularnymi kawałkami jak „Carrion” i „Idols and Anchors”. Nie trudno było zauważyć, że więcej emocji wywoływały te starsze numery, gdzie pogo i circle pity rozkręcały się najbardziej. Wokalista Parkway Drive, Winston McCall, nie musiał nikogo namawiać do szalonej zabawy podczas „Karma”, ani do śpiewania w „Devil’s Calling” i „Wild Eyes” (zrobiło wrażenie!). Największe zniszczenie przyniósł, wypełniony break downami, „Dark Days”, gdzie cały Kwadrat skakał żywiołowo, a pięści poszły w górę. Co ciekawe poza szybkimi i potężnymi utworami usłyszeliśmy również „Writings on the Wall” – mroczny, ale spokojniejszy kawałek, gdzie mogli odsapnąć zarówno fani, jak i zespół, który na scenie dawał z siebie wszystko i po niemal każdej piosence potrzebował chwili oddechu. 

Na bis Parkway Drive zagrali miażdżący, nomen omen, „Crushed”, pochodzący również z „Ire”. A na sam koniec zaserwowali masywne „Home Is for the Heartless”, gdzie polska publiczność tak głośno zaśpiewała, że chyba obudziłaby smoka wawelskiego. 

Choć koncert Parkway Drive trwał tylko nieco ponad godzinę, był na tyle intensywny i porywający, że wypompował całą energię z szalejących pod sceną fanów. Może i zabrakło podczas występu kilku bardziej lubianych kawałków, jak na przykład „Sleepwalker” czy „Romance Is Dead”, ale te numery z „Ire”, których łącznie uzbierało się aż siedem, bardzo dobrze sprawdziły się na żywo. Szczególnie, że koncert Australijczyków w końcu był wzorowo nagłośniony i można było czerpać dużą przyjemność z muzyki. To był świetny występ, czekamy na kolejne!

Relacja została pierwotnie opublikowana 13 sierpnia 2016 roku na portalu CityFun24.pl