48 twarzy Serj Tankiana!

Większość moich ulubionych wokalistów urodziła się w sierpniu (czyli są spod znaku Lwa), więc przyszedł czas na świętowanie 48. urodzin Serj Tankiana z System of a Down! Życzmy mu wiele zdrowia, radości, nowych inspiracji (szczególnie związanych z SOAD) i po prostu – Wszystkiego Najlepszego!

Dwa lata temu przybliżałam sylwetkę jego osoby (LINK), rok temu oglądaliśmy jak zmieniał się na przestrzeni lat (LINK), a w tym roku posłuchamy go w najlepszych gościnnych występach. Czyli podtrzymuję tradycję odkrywania kolejnych twarzy Serja. Jak wiemy, nie boi się eksperymentować z gatunkami muzycznymi oraz różnymi artystami i zawsze potrafi czymś zaskoczyć… a nawet zaszokować. Więc przyjrzyjmy się, w co też nasz drogi Serj „wplątał się” przez te wszystkie lata!

Tony Iommi ‎– „Patterns” (album „Iommi”)

Co się stanie, kiedy Black Sabbath spotka się z System of a Down? TO! „Patterns” to niesamowita i bardzo charakterystyczna gitara Tony’ego Iommiego oraz niezwykły wokal Serja Tankiana (w dawnym stylu). Jeden z najcięższych utworów, w jakich zaśpiewał nasz solenizant. I nie wiem, może to już moje takie zboczenie, ale „Patterns” brzmi momentami trochę grunge’owo (ten refren!). W każdym razie – świetny numer!

Czytaj dalej

47 twarzy Serj Tankiana

Dzisiaj swoje 47 urodziny świętuje Serj Tankian z System of a Down (czy na pewno?)! Życzę zdrówka, energii i wielu inspiracji oraz tradycyjnego sto lat!

Rok temu kiedy świętowaliśmy na tym blogu urodziny Serj Tankiana, przedstawiałam go jako człowiek orkiestra, przybliżając jego sylwetkę. Zabawnie zatytułowałam wpis „46 twarzy Serj Tankiana”, nawiązując do pewnej książki (ale tylko tytułem). W tym roku… dosłownie potraktuję nagłówek. Popatrzmy na to jak w czasie zmieniał się nasz wielki krzewiciel pokoju!

System of a down – War? (1997)

Czytaj dalej

Albumowy zawrót głowy 2013 roku, cz.1

BreakingYear #3 BreakingCD #3

Jest marzec, więc trochę już późno na podsumowania muzyczne 2013 roku. Ale o muzyce można rozmawiać bez końca, byleby była ona godna polecenia. Sprowokowana przez kolegę abym pochwaliła się własnym rankingiem płyt 2013 roku (ponieważ skomentowałam jego top50), zaakceptowałam wyzwanie!

Czytaj dalej

Koncert Serj’a Tankian’a Elect the Dead Symphony / ORCA (11.10.2013)

BreakingStory #7

11.10.2013, Sala Kongresowa, Warszawa, Serj Tankian – Elect the Dead Symhpony/ORCA

Drugi raz w tym roku Serj Tankian odwiedził Polskę. Najpierw 13 sierpnia w Łodzi dał kapitalny koncert wraz z System of a down (byłam!). Tym razem przyjechał solowo zapraszając do współpracy Królewską Orkiestrę Symfoniczną z Wilanowa pod batutą Janusza Przybylskiego. Kronikarsko uzupełniając – to trzeci koncert solowy Serja w naszym kraju (2008 i 2010 rok też z orkiestrą).

Koncert jaki dał Serj Tankian z orkiestrą w Warszawie był wspaniały! Niezwykły! Po pierwsze Sala Kongresowa to świetne miejsce na takie wyjątkowe wydarzenia jakim był ten występ. Ja miałam również miejscówkę idealną, 10 metrów od sceny, więc mogłam się w końcu napatrzeć na naszego artystę. No i co tu dużo mówić – Serj wciąż jest w życiowej formie! Kontakt z publicznością i orkiestrą niezwykle przyjazny i naturalny. Troszkę się obawiałam jak nasi fani Amerykanina ormiańskiego pochodzenia będą reagować i w ogóle jaka to będzie publiczność. A to był mix totalny – od fanów Systemu w koszulkach (co oczywiście zauważył Serj stwierdzając, że to wspaniałe, że rockowi fani również nie zamykają się na muzykę symfoniczną) po nie tak młodych ludzi ubranych nawet na galowo (pełna demografia, można by rzec). Muszę powiedzieć, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona postawą. Tzn może i bym wolała, żeby była bardziej żywiołowa ale jednak było coś wyjątkowego w tym, że brawa rozlegały się dosłownie po ostatniej nucie. Nawet Tankian wyraził swoje zdumienie, że pierwszy raz im się zdarzyło żeby przy Beethoven’s C**t nie rozległy się brawa, gdzie jeszcze jest parę dźwięków po pozornym końcu piosenki. Stwierdził, że my bardzo dobrze znamy utwory i wiemy kiedy już jest ten prawdziwy koniec. Muszę przyznać, że coś w tym jest bo sama nie zdawałam sobie sprawy jak dobrze znam i to wersje symfoniczne Elect the Dead (tak w sumie to ja nie do końca wiem jak brzmią niesymfoniczne Blue czy Money haha). Z reszta nigdy nie obejrzałam w całości występu w Auckland – już nie muszę skoro widziałam na żywo ;) Kolejną rzeczą , która była zaskakująca podczas koncertu to… brak podpuszczania dyrygenta aby przetłumaczył tytuł Beethoven’s C**t (co znaczy c*pa Beethovena, jakby ktoś nie wiedział), mówiąc: „no, I can’t do this, I can’t…”. No szok, a ja na to czekałam! Ale z drugiej strony – nawet lepiej. Bo widać było wzajemny szacunek i przyjaźń między Serj’em i Januszem Przybylskim – niemal po każdej piosence sobie gratulowali, jeden drugiego sympatycznie parodiował. Przy piosence Baby kiedy przed samym refrenem jest takie zatrzymanie aby łupnąć z orkiestry, to Serj musi być ciut za muzyką aby się zgrać, pan dyrygent odwrócił się (do nas) przetrzymując Serj’a, który czekał aż ruszą (podroczyli się trochę). Wyglądało to przezabawnie. No i oczywiście ruchowe impresje, czytanie poematu Borders Are, nie przebieranie w słowach – cały Tankian jakiego kochamy!

A jeszcze nie wspomniałam, że poza symfonicznymi utworami Elect the Dead, które wszystkie na żywo brzmią doskonale, Serj Tankian wprowadził w koncert swoją autorską symfonię ORCA: I akt, 3 piosenki z Elect…, II akt, 4 piosenki, III akt, 3 piosenki, IV akt i ostatnie 3 utwory. Specjalnie nie słuchałam wcześniej Orki, chciałam żeby mnie zaskoczyła… I to jak pozytywnie mnie zaskoczyła! Najfajniejsze w tej jego symfonii jest to, że w zasadzie można sobie samemu zinterpretować jego muzykę. Dla mnie ORCA to takie opowiadanie o młodym człowieku (a może orce??), który wyruszył w podróż, przeżywa wiele przygód (I), po czym staje się przywódcą i już nie jest tak pięknie (II), następnie zostaje mistrzem dla nowego pokolenia (III), które musi się zmagać z przeszłością jaką po sobie pozostawił (IV). Tak to widziałam. A interpretacji może być wiele. I to jest miara prawdziwego geniusza! Działać na zmysły i poruszać wyobraźnię.

Po IV akcie czas nadszedł na Empty Walls – nim Serj zaczął zachęcać do wstania i wspólnego śpiewania to i tak już pół Sali stało. Część ludzi też podeszło pod samą scenę. Owacji nie było końca. Serj dostał kwiaty (też się chyba nie spodziewał). I nie tylko na bis odśpiewał nam Gate 21 z cudownym instrumentem dudukiem (grającym na nim Ormianinem, panem Vardanem Grigoryanem), ale także, ku namowie Królewskiej Orkiestry – Saving Us! Nawet byłam sama zdziwiona, że nie ma tego w set liście na trasie. No i proszę – ile szczęścia nas znowu spotkało!

Doskonały koncert, który tak szybko minął… Serj Tankian to prawdziwy mistrz! To zaszczyt, że przyjechał znowu do Polski i po raz kolejny podkreślał podobieństwo narodu polskiego i ormiańskiego, które w swojej historii wiele się nacierpiały. To zawsze takie miłe kiedy artyści przyjeżdżają do naszego kraju i wiedzą więcej niż to, że to wschód Europy i stolicą jest Warszawa (niektórzy nawet tego nie wiedzę XD).

Jako miłośnik muzyki rockowej, a właściwie heavy metalowej, z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że koncert ORCA/Elect the Dead Symhpony był znakomity! Nie jestem znawcą muzyki symfonicznej ale dla mnie było to wyjątkowe wydarzenie i zupełnie nie rozumiem czemu z początku wahałam się czy jechać. Aż wstyd się przyznać haha. Kto wie, może zacznę chodzić do filharmonii? Jestem otwarta na kolejne doznania muzyczne ;)

http://www.youtube.com/watch?v=1mnkXS9Mf_8

PS. Serj jest w takiej formie, i w tak dobrym humorze, że zaczynam wierzyć, że spamowanie na fejsie Johna Dolmayana o tym, że zaczną nagrywać nową płytę Systemową to chyba już nie jest ściemnianie tylko poważne deklaracje! Będą z tego dzieci!

Breaking Symphony

BreakingStory #6

W związku z tym, że jutro jadę na symfoniczny koncert Serj Tankiana, postanowiłam przyglądnąć się tematowi koncertów rockowo-symfonicznych.

Myślę, że sama moda (tak już to można określić) na koncerty z orkiestrą symfoniczną wzięła się od Metalliki. Co prawda nie byli pierwszymi, którzy zdecydowali się na taki zabieg urozmaicenia występu (Deep Purple 1969 – Concerto for Group and Orchestra), ale na pewno pokazali, że można zrobić to na wielką skalę. Hah, a jakże! S&M – moim zdaniem to najlepszy koncert w wersji symfoniczno-metalowej w historii muzyki.

Koncert symfoniczny to jednak wielkie przedsięwzięcie, w odróżnieniu od (MTV) Unplugged (czyli akustycznie). Trzeba go rozpisać na ponad osiemdziesięciu muzyków (jak zespół stać na taką liczbę, bo można oszczędniej) z instrumentami, a przede wszystkim – musi to pasować do utworów. A tu już się stąpa po cienkim lodzie – można łatwo przesadzić z nieodpowiednim doborem instrumentów lub ze zbyt dużą ilością dźwięków. Ale z drugiej strony kiedy wszystko gra, można z piosenki wydobyć niesamowitą głębię lub spotęgować elektryczne instrumenty (tu gitary, ale też perkusji można co nieco dodać), a także trochę zmienić przekaz na bardziej wesoły lub ponury. Nie tak jak akustycznie, gdzie raczej chodzi o skupienie się na wokaliście, a o dodanie mocy i dramaturgii orkiestrą. Tak aby ze zwykłej-niezwykłej piosenki wyszedł utwór epicki, poruszający, sięgający do zakamarków ludzkiej duszy, przenosząc nas do jeszcze piękniejszego świata muzyki… ahhh cóż za poezja wkrada się w me skromne słowa tekstu na bloga… hahah ;)

Metallica S&M

Mistrzostwo, legenda. Doskonałe połączenie orkiestry z heavy metalem. Kronikarski obowiązek: koncert zarejestrowano 21-22 kwietnia 1999 roku w The Berkeley Community Theatre z udziałem orkiestry The San Francisco Symphony pod batutą Michaela Kamena. Szmat czasu ale wciąż ogląda się ten występ z ogromną przyjemnością. I z szerokim uśmiechem, no bo jak to panowie z Metalliki elegancko ubrani, w koszulach (jak to powiedział James: nasi rodzice na pewno są z nas dumni), włoski zaczesane… no i jeszcze z Jason’em Newstedem („Got any wolves out there?! Ouuuuu!”) . Świetnie się prezentowali na tle orkiestry (i wśród niej).

Niech o wspaniałości tego show świadczy moja historia piosenki Master of Puppets. Słyszałam ją parę razy w wersji studyjnej ale nigdy mi jakoś nie podchodziła (chyba  chodzi o to garażowe, surowe brzmienie). A wiadomo, że to klasyka Metalliki. Ale kiedy usłyszałam wersję symfoniczną… zakochałam się! Tylko tą wersję słucham, ewentualnie inne lajfy, ale uważam, że ta wersja to po prostu dzieło sztuki! I o to właśnie chodzi w symfonicznych koncertach – ma być moc i epickość! To samo z Nothing Else Matters – niesamowitą głębię otrzymała ta piosenka, dzięki fletom i smyczkom w tle. A myślałby kto, że ideału nie da się ulepszyć. Niezłego kopa serwuje For Whom the Bell Tolls i One. Za to Fuel zyskuje drugie życie – niezwykłe połączenie żywiołowości orkiestrowej i heavy metalu. Długi czas mi się nie podobała ta wersja Fuel, ale widać do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć. Szczególnie do takich pozycji muzycznych, gdzie dopiero po jakimś czasie docenia się barwność utworów.


Coma Symfonicznie

Coma Symfonicznie – jedna z trzech płyt (wraz z Don’t set… i Live), której nie posiadam w swojej dyskografii Comy. Why? Why, why, why! No cóż – jak już wyżej pisałam – do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć, a ja do Symfonicznej Comy jeszcze nie dorosłam. Albo rzeczywiście nie jest aż tak dobra jakby mogła być…

Kronikarsko: 13 utworów w wersji rockowo-symfonicznej zostało zarejestrowanych podczas koncertu 23 czerwca 2009 roku na Targu Węglowym w Gdańsku. Comie towarzyszyła orkiestra Symfoników Gdańskich. No nie ma szału. Symfoniczne wersje piosenek nie zyskują nowego życia. Co gorsza – Piotr Rogucki swoją dziwną manierą głosową, którą świrował w tamtym czasie (mruczy coś przez zęby jakby miał zaparcie) – strasznie psuje cały efekt epickości jaki można było osiągnąć. Na szczęście już tak nie robi ale to od razu pociągnął całe przedsięwzięcie w dół, ponieważ zamiast skupiać się na słowach, szukałam przyjemności w orkiestrze… i tu też nie było dobrze. Wydaje mi się, że muzyka dla orkiestry była trochę na kolanie pisana – ktoś miał pomysł, ‘zróbmy piosenki symfonicznie! Jak Metallica!’, ale odpowiedniego człowieka z wizją to już nie zatrudnili. Te słowa goryczy biorą się z tego, że ktoś skopał moją ukochaną Ostrość na Nieskończoność – flety w końcowej części utworu zdecydowanie popsuły efekt mroczności tego fragmentu, zamiast tego czuję się jak na jakiejś łące… mam nadzieję tylko, że taki był cel – ale ja go nie kupuję i nie podoba mi się. Prawdę powiedziawszy chyba tylko do tego utworu mogę się przyczepić i potępić. Reszta piosenek albo nie zrobiła na mnie wrażenia albo całkiem mi się spodobała. Bo przecież cała płyta nie mogła być kiepska. Świetnie się słucha Transfuzji – te puzony i trąbki – no o to właśnie chodzi! Jest moc! Wyróżniłabym jeszcze Trujące rośliny i Zamęt. Szczególnie ten ostatni utwór – jakoś zawsze mijałam go z obojętnością, a tutaj wpadł mi w ucho.

Podsumowując mój wywód o Symfonicznej Comie – uważam, że można było się bardziej postarać. W sumie jest to ciekawa pozycja do posłuchania, ale nieobowiązkowa. Fajnie, że zdecydowali się na odmianę, na coś nowego. Uważam, że jeżeli chodzi o muzykę to zawsze warto nagrać coś nowego, innego  – choćby po to aby odświeżyć swój repertuar i zaczerpnąć nowych inspiracji. Przecież po Symfonicznej Comie wyszedł doskonały „czerwony” album (no Excess też ale tego nie liczę). Więc warto!

PS. Clip promujący album… ale obrazki nie mamy z Gdańska, a z Parku Sowińskiego z Warszawy… jeżeli dobrze rozumiem to trochę tak po niemiecku zrobili – muzyka pochodzi z CD ale koncert zupełnie inny… aj tam – Metallica nie jest lepsza (patrz S &M i Through the Never), to się Comy będziemy czepiać :P

Serj Tankian – Elect the Dead Symphony

Serj Tankian – człowiek orkiestra! Jak nie metal z systemem to pisze wiersze, robi solowe rockowe projekty, bawi się muzyką elektroniczną, jazzową i pisze symfonie… co prawda symfoniczne Elect the Dead nie on napisał, a John Psathas, ale jest czego posłuchać.

Serj Tankian zamiast dokładać orkiestrę do swoich utworów z pierwszej solowej płyty Elect the Dead – jak to zrobili poprzednicy powyżej – zdecydował się za namową Psathasa aby piosenki całkowicie przerobić w wersje symfoniczne. I to był świetny ruch, ponieważ chyba zbyt dużo by się działo w tych piosenkach jeżeli miałaby się tam pojawić jeszcze orkiestra, a tak dostaliśmy self-coverową ucztę.

Pamiętam jeszcze jak ponad 3 lata temu czekałam aż w Internecie pojawią się te symfoniczne wersje Elect the Dead. Trochę nie byłam przekonana co z tego może wyjść i czy to będzie na zasadzie akustycznych wersji piosenek. W sensie, że jak symfonicznie to wolniej i bez ognia. Przecież Serj w Elect… wyrzuca z siebie tyle sprzeciwu wobec kapitalizmu (tak to nazwijmy ogólnikowo,) nie szczędząc ostrych dźwięków. No cóż… nie pomyliłam się, że było trochę wolniej… ale ogień zamienił się w ocean, który pochłania z siłą tsunami! Chropowata brutalność została zastąpiona subtelną siłą orkiestry i operowym (!) głosem Serj Tankiana! I to się tyczy każdej piosenki, od Feed Us (chyba nawet lepsze od oryginału), Sky is Over, Lie Lie Lie, Beethoven’s C**t po Baby. Epickość bije po uszach! Już nie wspomnę o przygnębiającym Elect the Dead, po którym wysłuchaniu wpada się w depresję – zapierający dech w piersiach utwór. Po prostu mistrzostwo świata!

Elect the dead Symphony to doskonały album, który został nagrany za jednym razem 16 marca 2009 roku w Auckland Town Hall z The Auckland Philharmonia Orchestra. Serj Tankian to geniusz! Nie muszę już nic dodawać.

Wypatrujcie wpisu z koncertu Serja ;)