Pełen ranking płyt z 2014 roku!

Skończyłem, skończyłem, skończyłem. Nareszcie! Ranking gotowy, więc poproszę dzban piwa i blachę ciasta, bo chyba zasługuję prawda!? :-D

Kiedy myślałem o tym zestawieniu, miałem kilka pomysłów na wygląd tego rankingu, ostatecznie zostałem przy tym, który widać poniżej. Mniej więcej wiedziałem jaką ocenę wystawie danej płycie, ponowny odsłuch krążków pod koniec roku, raczej nie wiele zmienił. Kilkanaście recenzji sobie odpuściłem, płytom na wysokich pozycjach, myślę, że kiedyś poświęcę kilkanaście zdań w celach promocyjnych, zaś te okupujące dalekie miejsca, nie mam ochoty komentować, słuchanie niektórych wydawnictw bywało katorgom.

Oceny wystawione sprawiły, że pojawiły się miejsca ex aequo, na pewno wiele osób ten ranking zaskoczy, ale dobrze, nie ma co iść na kompromis, każdy ma swoje zdanie :)

1. Islander – Violence and Destruction

5/5 (Rewelacja, Revelation)

. Chevelle – La Gargola

5/5 (Rewelacja \ Revelation)

Czytaj dalej

Mini recki albumów z 2014 roku część 2 ostatnia!

Jedziemy dalej z rankingiem ;) Pozycje 14 – 17 i 25 – 28.

Ranking ocen:
5/5 – Rewelacja
4.5/5 – Bardzo Dobry Album
4/5 – Dobry
3.5/5 – Średni
3/5 – Przeciętny
2.5/5 – Słaby
2/5 – Fatalny

14. Anathema – Distant Satellies

Słuchając Anathemy zapomina się o codzienności, bowiem ich muzyka przenosi w nas w magiczne miejsce – zachwyca, potrafi zahipnotyzować.

Na przykład kawałek zaczynający się od fortepianu, potem wchodzi wokal i kończy piosenkę solówka na gitarze – niesamowity numer, to „Anathema”. Trzy części „The Lost Song” z czego najbardziej podoba mi się druga – stonowana, z kobiecym wokalem, który urzeka mnie w tej kapeli, to Lee Douglas tak pięknie śpiewa. Podobnie jest w „Ariel”, oba te kawałki z czasem się rozkręcają z tym że, mamy tu wokal męski. Dokładnie w 4 utworach pod koniec płyty, motywem przewodnim jest elektronika, są one również fajne, ale jakoś bardziej darze sympatią początek krążka.

Czytaj dalej

Mini recki albumów z 2014 roku część 1

BreakingYear #8 BreakingCD #17

Zanim pojawi się ranking krążków z poprzedniego roku, wsłuchuje się ponownie w albumy, które słuchałem, czasem te recki wychodzą od niechcenia, ale jak już się zmusiłem to je pokaże. Żeby wprowadzić nutkę tajemniczości, ranking zaczynam niemalże od środka. Najlepsze i najgorsze krążki pojawią się w ostatniej części.

Enjoy ;)

Ranking ocen:
5/5 – Rewelacja
4.5/5 – Bardzo Dobry Album
4/5 – Dobry
3.5/5 – Średni
3/5 – Przeciętny
2.5/5 – Słaby
2/5 – Fatalny

18. Cyrenic – Metaphor

Ta formacja ma już sporo płyt na koncie, niestety nie osiągnęli żadnego sukcesu w rodzimym kraju, słuchając Metaphor zastanawiałem się dlaczego – mają na to papiery.

Instrumentalna mieszanka rock’a i alternatywnego metalu z łagodnym wokalem, ale idealnie dopasowanym. Dobre riffy, fajne solówki solidny bas i pulsująca perka z wokalem, który mocno mi odpowiada, na wzór Dark New Day to m.in utwory „Tightrope”, „Current” i chyba mój faworyt „One Bird Two Stones”.

Dwie balladki pod tytułową nazwą krążka. Pierwsza „Devil” bardziej rockowa, od kończącej płytę „Angel”, oczywiście to te same utwory w nieco innych aranżacjach. Czytaj dalej

Nonpoint – The Return (recenzja)

BreakingCD #15

Nonpoint – The Return (2014)

Przyznam się, że nie słuchałam nigdy wcześniej tego zespołu, możliwe że gdzieś mi się rzuciła w oczy nazwa.  Ale w momencie kiedy usłyszałam Breaking Skin, szybko sięgnęłam po ich nowy album – The Return. I szok – jest tak zarąbista, że stała się faworytem do wygrania mojego podsumowania albumowego roku! Słucham jej na okrągło i wciąż mi się nie nudzi.

The Return to ostry, ciężki ale dynamiczny album. Zaczyna się od Pins and Needles i już wiadomo, że w dalszej części czeka nas niezła metalowa przejażdżka. Ale to drugi numer na płycie jest najbardziej charakterystyczny. Singiel Breaking Skin nie trwa nawet 3 minut ale jest bardzo intensywny, a groove’owy wokal Eliasa Soriano dodaje mu pikanterii.

Czytaj dalej

Linkin Park – The Hunting Party (recenzja)

BreakingCD #14

Linkin Park – The Hunting Party

Kolejna recenzja, która leżakowała podczas Mistrzostw Świata w siatkówce…

Zupełnie przez przypadek zainteresowałam się nową pytą Linkin Park. Zobaczyłam w gazecie Teraz Rock!, że The Hunting Party ma 4 gwiazdki, więc przeczytałam recenzję. Z opisu wynikało, że powróciły klimaty z pierwszy dwóch płyt. Więcej nie trzeba było mnie namawiać, abym po latach wróciła do słuchania Linkin Park!

The Hunting Party otwiera utwór Keys to the Kingdom – i to ja rozumiem! Jest energia, jest potężnie (jak na LP) – Chester Bennington wydziera się jak za dawnych dobrych lat, Mike Shinoda rapuje jak kiedyś i czy ja słyszę podwójną stopę? Perkusja z gitarą kotłują się aż miło. Zmiany tempa są fascynujące i jak to u LP – mega dobre. Drugi numer - All For Nothing - kontynuuje dobry początek. Tym razem kawałek rozkręca z bitu Mike, a potem razem z Chesterem przechodzą w melodyjny refren. Guilty All The Same to mój ulubiony utwór z całej płyty. Wkręcający riff gitarowy i wpadający w ucho refren – czegoś takiego nie słyszałam od czasów Meteory czy Hybrid Theory (to wejście Mike’a w drugiej części utworu!), chociaż również przywodzi na myśl No More Sorrow. Autor wspominanej recenzji (Bartek Koziczyński) pokusił się o porównanie do maidenowskich wyczynów gitarowych… owszem – jest melodyjnie ale nie przesadzałabym z takim porównaniem.

Czytaj dalej