Recenzja: State of Mine – Devil in Disguise [EP] (2016)

State of Mine to amerykański zespół, o którym mało kto słyszał, ale dzięki EP-ce z 2016 roku ta sytuacja może się zmienić. Jeśli szukacie zróżnicowanej muzy z pazurem w nowoczesnym stylu to płyta „Devil in Disguise” powinna się Wam spodobać!

Czytaj dalej

Skillet – relacja (28.10.2014r., klub Stodoła)

BreakingStory #46

Skillet, 28.10.2014r. (Stodoła, Warszawa)

Po pierwszym koncercie Skillet w Polsce, który odbył się 2 listopada 2013 r., gdzie grali jako support przed Nickelbackiem napisałam na blogu:

 „Jestem pod ogromny wrażeniem tego zespołu i jeżeli kiedyś przyjadą jeszcze do Polski, na pewno pojadę. Razem rozniesiemy scenę w drobny pył!” (link)

Po drugim koncercie Skillet w Polsce, który odbył się 11 czerwca 2014 r., gdzie zagrali na Impact Festiwal, na małej scenie pod Atlas Areną, napisałam na blogu:

„Nie będę ukrywać, że zabawa pod sceną była kiepska, ale ja już od ponad pół roku apeluję o koncert klubowy. To gwarancja doskonałej zabawy i szaleństwa, na którą Skillet zasługują. A nie mam wątpliwości, że bez problemu zapełniliby każdy klub i ja bym tam była! Są wspaniali, takich żywiołowych koncertów potrzeba nam w Polsce!” (link)

A jak było na trzecim koncercie Skillet w Polsce? Sprawdźcie poniżej!

Wiedziałam, że Skillet są kapitalnym koncertowym zespołem. Wiedziałam, że fani zgotują im gorące przyjęcie, takie jakie powinni dostać od początku ich występów w Polsce. Wiedziałam, że zabawa będzie zarąbista. Ale nie spodziewałam się, że AŻ TAK?! Już parę razy się wypowiadałam (a ostatnio nawet tu), że polska publiczność potrafi być niesamowita, ale we wtorek chyba przeszła samą siebie!

Już tradycyjnie koncert rozpoczął się od skrzypcowo-wiolonczelowego intro do Whispers In the Dark. Johnathan Chu i Tate Olsen tym razem ubrani na czarno, a nie na biało, wyszli na scenę w burzy oklasków i okrzyków. Potem po kolei Jen Ledger, Set Morrison, Korey Cooper i na koniec John Cooper! No i zaczęło się szaleństwo! Nie było opcji aby nie ponieść się szaleńczej zabawie, skoro Skilleci zaczęli niezwykle energetycznie od Whispers, a potem Forsaken, Sick of It i Not Gonna Die.  Cała sala śpiewała, wymachiwała rękami w powietrzu, skakała do rytmu. Była taka wrzawa, że John przynajmniej trzy razy wspominał, że jesteśmy tak głośno, że już go uszy bolą (narażając się przy okazji na jeszcze większy aplauz w związku z tym haha). Ale miał absolutną rację – nie tylko refreny były głośno odśpiewywane, ale także zwrotki, a po każdym utworze jeszcze otrzymywali wielkie brawa i powtarzane „Skillet! Skillet!”. Poza tym, co mnie jednak zdziwiło, pod sceną rozkręciło się fajne pogo, a nawet były ścianki, circle pit i młynek (jak dobrze, że wzięłam glany!). A ostatni raz tyle osób na fali to widziałam na 3-majówce we Wrocławiu w 2013 roku, taśmowo chłopaki podnosili do góry chętnych, aż sami też zostali poniesieni (nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka). Niesamowite!

Czytaj dalej