48 twarzy Serj Tankiana!

Większość moich ulubionych wokalistów urodziła się w sierpniu (czyli są spod znaku Lwa), więc przyszedł czas na świętowanie 48. urodzin Serj Tankiana z System of a Down! Życzmy mu wiele zdrowia, radości, nowych inspiracji (szczególnie związanych z SOAD) i po prostu – Wszystkiego Najlepszego!

Dwa lata temu przybliżałam sylwetkę jego osoby (LINK), rok temu oglądaliśmy jak zmieniał się na przestrzeni lat (LINK), a w tym roku posłuchamy go w najlepszych gościnnych występach. Czyli podtrzymuję tradycję odkrywania kolejnych twarzy Serja. Jak wiemy, nie boi się eksperymentować z gatunkami muzycznymi oraz różnymi artystami i zawsze potrafi czymś zaskoczyć… a nawet zaszokować. Więc przyjrzyjmy się, w co też nasz drogi Serj „wplątał się” przez te wszystkie lata!

Tony Iommi ‎– „Patterns” (album „Iommi”)

Co się stanie, kiedy Black Sabbath spotka się z System of a Down? TO! „Patterns” to niesamowita i bardzo charakterystyczna gitara Tony’ego Iommiego oraz niezwykły wokal Serja Tankiana (w dawnym stylu). Jeden z najcięższych utworów, w jakich zaśpiewał nasz solenizant. I nie wiem, może to już moje takie zboczenie, ale „Patterns” brzmi momentami trochę grunge’owo (ten refren!). W każdym razie – świetny numer!

Czytaj dalej

Koncert Serj’a Tankian’a Elect the Dead Symphony / ORCA (11.10.2013)

BreakingStory #7

11.10.2013, Sala Kongresowa, Warszawa, Serj Tankian – Elect the Dead Symhpony/ORCA

Drugi raz w tym roku Serj Tankian odwiedził Polskę. Najpierw 13 sierpnia w Łodzi dał kapitalny koncert wraz z System of a down (byłam!). Tym razem przyjechał solowo zapraszając do współpracy Królewską Orkiestrę Symfoniczną z Wilanowa pod batutą Janusza Przybylskiego. Kronikarsko uzupełniając – to trzeci koncert solowy Serja w naszym kraju (2008 i 2010 rok też z orkiestrą).

Koncert jaki dał Serj Tankian z orkiestrą w Warszawie był wspaniały! Niezwykły! Po pierwsze Sala Kongresowa to świetne miejsce na takie wyjątkowe wydarzenia jakim był ten występ. Ja miałam również miejscówkę idealną, 10 metrów od sceny, więc mogłam się w końcu napatrzeć na naszego artystę. No i co tu dużo mówić – Serj wciąż jest w życiowej formie! Kontakt z publicznością i orkiestrą niezwykle przyjazny i naturalny. Troszkę się obawiałam jak nasi fani Amerykanina ormiańskiego pochodzenia będą reagować i w ogóle jaka to będzie publiczność. A to był mix totalny – od fanów Systemu w koszulkach (co oczywiście zauważył Serj stwierdzając, że to wspaniałe, że rockowi fani również nie zamykają się na muzykę symfoniczną) po nie tak młodych ludzi ubranych nawet na galowo (pełna demografia, można by rzec). Muszę powiedzieć, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona postawą. Tzn może i bym wolała, żeby była bardziej żywiołowa ale jednak było coś wyjątkowego w tym, że brawa rozlegały się dosłownie po ostatniej nucie. Nawet Tankian wyraził swoje zdumienie, że pierwszy raz im się zdarzyło żeby przy Beethoven’s C**t nie rozległy się brawa, gdzie jeszcze jest parę dźwięków po pozornym końcu piosenki. Stwierdził, że my bardzo dobrze znamy utwory i wiemy kiedy już jest ten prawdziwy koniec. Muszę przyznać, że coś w tym jest bo sama nie zdawałam sobie sprawy jak dobrze znam i to wersje symfoniczne Elect the Dead (tak w sumie to ja nie do końca wiem jak brzmią niesymfoniczne Blue czy Money haha). Z reszta nigdy nie obejrzałam w całości występu w Auckland – już nie muszę skoro widziałam na żywo ;) Kolejną rzeczą , która była zaskakująca podczas koncertu to… brak podpuszczania dyrygenta aby przetłumaczył tytuł Beethoven’s C**t (co znaczy c*pa Beethovena, jakby ktoś nie wiedział), mówiąc: „no, I can’t do this, I can’t…”. No szok, a ja na to czekałam! Ale z drugiej strony – nawet lepiej. Bo widać było wzajemny szacunek i przyjaźń między Serj’em i Januszem Przybylskim – niemal po każdej piosence sobie gratulowali, jeden drugiego sympatycznie parodiował. Przy piosence Baby kiedy przed samym refrenem jest takie zatrzymanie aby łupnąć z orkiestry, to Serj musi być ciut za muzyką aby się zgrać, pan dyrygent odwrócił się (do nas) przetrzymując Serj’a, który czekał aż ruszą (podroczyli się trochę). Wyglądało to przezabawnie. No i oczywiście ruchowe impresje, czytanie poematu Borders Are, nie przebieranie w słowach – cały Tankian jakiego kochamy!

A jeszcze nie wspomniałam, że poza symfonicznymi utworami Elect the Dead, które wszystkie na żywo brzmią doskonale, Serj Tankian wprowadził w koncert swoją autorską symfonię ORCA: I akt, 3 piosenki z Elect…, II akt, 4 piosenki, III akt, 3 piosenki, IV akt i ostatnie 3 utwory. Specjalnie nie słuchałam wcześniej Orki, chciałam żeby mnie zaskoczyła… I to jak pozytywnie mnie zaskoczyła! Najfajniejsze w tej jego symfonii jest to, że w zasadzie można sobie samemu zinterpretować jego muzykę. Dla mnie ORCA to takie opowiadanie o młodym człowieku (a może orce??), który wyruszył w podróż, przeżywa wiele przygód (I), po czym staje się przywódcą i już nie jest tak pięknie (II), następnie zostaje mistrzem dla nowego pokolenia (III), które musi się zmagać z przeszłością jaką po sobie pozostawił (IV). Tak to widziałam. A interpretacji może być wiele. I to jest miara prawdziwego geniusza! Działać na zmysły i poruszać wyobraźnię.

Po IV akcie czas nadszedł na Empty Walls – nim Serj zaczął zachęcać do wstania i wspólnego śpiewania to i tak już pół Sali stało. Część ludzi też podeszło pod samą scenę. Owacji nie było końca. Serj dostał kwiaty (też się chyba nie spodziewał). I nie tylko na bis odśpiewał nam Gate 21 z cudownym instrumentem dudukiem (grającym na nim Ormianinem, panem Vardanem Grigoryanem), ale także, ku namowie Królewskiej Orkiestry – Saving Us! Nawet byłam sama zdziwiona, że nie ma tego w set liście na trasie. No i proszę – ile szczęścia nas znowu spotkało!

Doskonały koncert, który tak szybko minął… Serj Tankian to prawdziwy mistrz! To zaszczyt, że przyjechał znowu do Polski i po raz kolejny podkreślał podobieństwo narodu polskiego i ormiańskiego, które w swojej historii wiele się nacierpiały. To zawsze takie miłe kiedy artyści przyjeżdżają do naszego kraju i wiedzą więcej niż to, że to wschód Europy i stolicą jest Warszawa (niektórzy nawet tego nie wiedzę XD).

Jako miłośnik muzyki rockowej, a właściwie heavy metalowej, z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że koncert ORCA/Elect the Dead Symhpony był znakomity! Nie jestem znawcą muzyki symfonicznej ale dla mnie było to wyjątkowe wydarzenie i zupełnie nie rozumiem czemu z początku wahałam się czy jechać. Aż wstyd się przyznać haha. Kto wie, może zacznę chodzić do filharmonii? Jestem otwarta na kolejne doznania muzyczne ;)

http://www.youtube.com/watch?v=1mnkXS9Mf_8

PS. Serj jest w takiej formie, i w tak dobrym humorze, że zaczynam wierzyć, że spamowanie na fejsie Johna Dolmayana o tym, że zaczną nagrywać nową płytę Systemową to chyba już nie jest ściemnianie tylko poważne deklaracje! Będą z tego dzieci!

Breaking Symphony

BreakingStory #6

W związku z tym, że jutro jadę na symfoniczny koncert Serj Tankiana, postanowiłam przyglądnąć się tematowi koncertów rockowo-symfonicznych.

Myślę, że sama moda (tak już to można określić) na koncerty z orkiestrą symfoniczną wzięła się od Metalliki. Co prawda nie byli pierwszymi, którzy zdecydowali się na taki zabieg urozmaicenia występu (Deep Purple 1969 – Concerto for Group and Orchestra), ale na pewno pokazali, że można zrobić to na wielką skalę. Hah, a jakże! S&M – moim zdaniem to najlepszy koncert w wersji symfoniczno-metalowej w historii muzyki.

Koncert symfoniczny to jednak wielkie przedsięwzięcie, w odróżnieniu od (MTV) Unplugged (czyli akustycznie). Trzeba go rozpisać na ponad osiemdziesięciu muzyków (jak zespół stać na taką liczbę, bo można oszczędniej) z instrumentami, a przede wszystkim – musi to pasować do utworów. A tu już się stąpa po cienkim lodzie – można łatwo przesadzić z nieodpowiednim doborem instrumentów lub ze zbyt dużą ilością dźwięków. Ale z drugiej strony kiedy wszystko gra, można z piosenki wydobyć niesamowitą głębię lub spotęgować elektryczne instrumenty (tu gitary, ale też perkusji można co nieco dodać), a także trochę zmienić przekaz na bardziej wesoły lub ponury. Nie tak jak akustycznie, gdzie raczej chodzi o skupienie się na wokaliście, a o dodanie mocy i dramaturgii orkiestrą. Tak aby ze zwykłej-niezwykłej piosenki wyszedł utwór epicki, poruszający, sięgający do zakamarków ludzkiej duszy, przenosząc nas do jeszcze piękniejszego świata muzyki… ahhh cóż za poezja wkrada się w me skromne słowa tekstu na bloga… hahah ;)

Metallica S&M

Mistrzostwo, legenda. Doskonałe połączenie orkiestry z heavy metalem. Kronikarski obowiązek: koncert zarejestrowano 21-22 kwietnia 1999 roku w The Berkeley Community Theatre z udziałem orkiestry The San Francisco Symphony pod batutą Michaela Kamena. Szmat czasu ale wciąż ogląda się ten występ z ogromną przyjemnością. I z szerokim uśmiechem, no bo jak to panowie z Metalliki elegancko ubrani, w koszulach (jak to powiedział James: nasi rodzice na pewno są z nas dumni), włoski zaczesane… no i jeszcze z Jason’em Newstedem („Got any wolves out there?! Ouuuuu!”) . Świetnie się prezentowali na tle orkiestry (i wśród niej).

Niech o wspaniałości tego show świadczy moja historia piosenki Master of Puppets. Słyszałam ją parę razy w wersji studyjnej ale nigdy mi jakoś nie podchodziła (chyba  chodzi o to garażowe, surowe brzmienie). A wiadomo, że to klasyka Metalliki. Ale kiedy usłyszałam wersję symfoniczną… zakochałam się! Tylko tą wersję słucham, ewentualnie inne lajfy, ale uważam, że ta wersja to po prostu dzieło sztuki! I o to właśnie chodzi w symfonicznych koncertach – ma być moc i epickość! To samo z Nothing Else Matters – niesamowitą głębię otrzymała ta piosenka, dzięki fletom i smyczkom w tle. A myślałby kto, że ideału nie da się ulepszyć. Niezłego kopa serwuje For Whom the Bell Tolls i One. Za to Fuel zyskuje drugie życie – niezwykłe połączenie żywiołowości orkiestrowej i heavy metalu. Długi czas mi się nie podobała ta wersja Fuel, ale widać do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć. Szczególnie do takich pozycji muzycznych, gdzie dopiero po jakimś czasie docenia się barwność utworów.


Coma Symfonicznie

Coma Symfonicznie – jedna z trzech płyt (wraz z Don’t set… i Live), której nie posiadam w swojej dyskografii Comy. Why? Why, why, why! No cóż – jak już wyżej pisałam – do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć, a ja do Symfonicznej Comy jeszcze nie dorosłam. Albo rzeczywiście nie jest aż tak dobra jakby mogła być…

Kronikarsko: 13 utworów w wersji rockowo-symfonicznej zostało zarejestrowanych podczas koncertu 23 czerwca 2009 roku na Targu Węglowym w Gdańsku. Comie towarzyszyła orkiestra Symfoników Gdańskich. No nie ma szału. Symfoniczne wersje piosenek nie zyskują nowego życia. Co gorsza – Piotr Rogucki swoją dziwną manierą głosową, którą świrował w tamtym czasie (mruczy coś przez zęby jakby miał zaparcie) – strasznie psuje cały efekt epickości jaki można było osiągnąć. Na szczęście już tak nie robi ale to od razu pociągnął całe przedsięwzięcie w dół, ponieważ zamiast skupiać się na słowach, szukałam przyjemności w orkiestrze… i tu też nie było dobrze. Wydaje mi się, że muzyka dla orkiestry była trochę na kolanie pisana – ktoś miał pomysł, ‘zróbmy piosenki symfonicznie! Jak Metallica!’, ale odpowiedniego człowieka z wizją to już nie zatrudnili. Te słowa goryczy biorą się z tego, że ktoś skopał moją ukochaną Ostrość na Nieskończoność – flety w końcowej części utworu zdecydowanie popsuły efekt mroczności tego fragmentu, zamiast tego czuję się jak na jakiejś łące… mam nadzieję tylko, że taki był cel – ale ja go nie kupuję i nie podoba mi się. Prawdę powiedziawszy chyba tylko do tego utworu mogę się przyczepić i potępić. Reszta piosenek albo nie zrobiła na mnie wrażenia albo całkiem mi się spodobała. Bo przecież cała płyta nie mogła być kiepska. Świetnie się słucha Transfuzji – te puzony i trąbki – no o to właśnie chodzi! Jest moc! Wyróżniłabym jeszcze Trujące rośliny i Zamęt. Szczególnie ten ostatni utwór – jakoś zawsze mijałam go z obojętnością, a tutaj wpadł mi w ucho.

Podsumowując mój wywód o Symfonicznej Comie – uważam, że można było się bardziej postarać. W sumie jest to ciekawa pozycja do posłuchania, ale nieobowiązkowa. Fajnie, że zdecydowali się na odmianę, na coś nowego. Uważam, że jeżeli chodzi o muzykę to zawsze warto nagrać coś nowego, innego  – choćby po to aby odświeżyć swój repertuar i zaczerpnąć nowych inspiracji. Przecież po Symfonicznej Comie wyszedł doskonały „czerwony” album (no Excess też ale tego nie liczę). Więc warto!

PS. Clip promujący album… ale obrazki nie mamy z Gdańska, a z Parku Sowińskiego z Warszawy… jeżeli dobrze rozumiem to trochę tak po niemiecku zrobili – muzyka pochodzi z CD ale koncert zupełnie inny… aj tam – Metallica nie jest lepsza (patrz S &M i Through the Never), to się Comy będziemy czepiać :P

Serj Tankian – Elect the Dead Symphony

Serj Tankian – człowiek orkiestra! Jak nie metal z systemem to pisze wiersze, robi solowe rockowe projekty, bawi się muzyką elektroniczną, jazzową i pisze symfonie… co prawda symfoniczne Elect the Dead nie on napisał, a John Psathas, ale jest czego posłuchać.

Serj Tankian zamiast dokładać orkiestrę do swoich utworów z pierwszej solowej płyty Elect the Dead – jak to zrobili poprzednicy powyżej – zdecydował się za namową Psathasa aby piosenki całkowicie przerobić w wersje symfoniczne. I to był świetny ruch, ponieważ chyba zbyt dużo by się działo w tych piosenkach jeżeli miałaby się tam pojawić jeszcze orkiestra, a tak dostaliśmy self-coverową ucztę.

Pamiętam jeszcze jak ponad 3 lata temu czekałam aż w Internecie pojawią się te symfoniczne wersje Elect the Dead. Trochę nie byłam przekonana co z tego może wyjść i czy to będzie na zasadzie akustycznych wersji piosenek. W sensie, że jak symfonicznie to wolniej i bez ognia. Przecież Serj w Elect… wyrzuca z siebie tyle sprzeciwu wobec kapitalizmu (tak to nazwijmy ogólnikowo,) nie szczędząc ostrych dźwięków. No cóż… nie pomyliłam się, że było trochę wolniej… ale ogień zamienił się w ocean, który pochłania z siłą tsunami! Chropowata brutalność została zastąpiona subtelną siłą orkiestry i operowym (!) głosem Serj Tankiana! I to się tyczy każdej piosenki, od Feed Us (chyba nawet lepsze od oryginału), Sky is Over, Lie Lie Lie, Beethoven’s C**t po Baby. Epickość bije po uszach! Już nie wspomnę o przygnębiającym Elect the Dead, po którym wysłuchaniu wpada się w depresję – zapierający dech w piersiach utwór. Po prostu mistrzostwo świata!

Elect the dead Symphony to doskonały album, który został nagrany za jednym razem 16 marca 2009 roku w Auckland Town Hall z The Auckland Philharmonia Orchestra. Serj Tankian to geniusz! Nie muszę już nic dodawać.

Wypatrujcie wpisu z koncertu Serja ;)

Empty Walls 9/11

BreakingSongs #2

Trudno było mi wymyślić jakąś piosenkę związaną z atakiem terrorystycznym na World Trade Center. Albo ja się nie znam na muzyce albo rzeczywiście mało zespołów podejmowało ten temat. W obu przypadkach pewnie mam rację.

W każdym razie – dziś przypada dwunasta rocznica ataku na WTC, Pentagon i nieudanego ataku na Biały Dom (Lot 93). Trochę dawno to było… ale wspomnienia z tego zdarzenia wciąż wyraźne. Oczywiście to jest moment, w którym każdy zaczyna opowiadać co robił kiedy dowiedział się o ataku. Hah. Nie będę gorsza. Ja pamiętam, że wróciłam ze szkoły, na TVN pokazywali powtórkę Milionerów. I nagle na ekranie, zamiast Urbańskiego i kolejnego pytania, widzę płonący budynek. Myślę sobie – wtf?! Czemu oni przerwali program? bo jakiś wieżowiec się pali? Zaraz zjawi się straż pożarna – eee wyłączam to. Pewnie bym nie wyłączyła tv gdyby pojawiła się belka breaking news albo chociaż jakiś komentarz. No w sumie – wtedy jeszcze też pewnie wszyscy myśleli, że to pożar, a nie że samolot wleciał w budynek, a jak tak to, że był to wypadek. No cóż – pół godziny później trudno było nazwać wypadkiem dwa samoloty wbijające się w stupiętrowe wieżowce. No i wtedy się zaczęło.

Empty Walls. Chłopczyk bawiący się samolotem przez przypadek burzy zbudowane z klocków dwie wieże (WTC). Dziewczynka patrzy z nienawiścią na chłopca. Zaczyna się zabawa w wojnę. Poprzez tak-jakby plac zabaw symbolicznie zobrazowano akcję zbrojną w Afganistanie i Iraku. Widzimy tu:

- obalenie misia – obalenie pomnika Saddama Husajna

- chłopca w hełmie i napisem za nim „Mishin Akomplishd” (z błędami jeszcze – poprawnie powinno być Mission Accomplished) – nawiązanie do prezydenta Bush’a ogłaszającego, że misja w Iraku została wykonana

- dzieci w dmuchanym domku z siatką – to imitacja ujęcia Saddama Husajna i nawiązanie do video z porwania i dekapitacji trzech brytyjskich cywilów – w tym Kenneth’a Biggley’a)

- chłopiec z kocem w kratę – nawiązanie do zdjęcia Satara Jabara z więzienia w Abu Ghraib, gdzie więźniowie byli torturowani przez armię amerykańską

- dzieci wyważające drzwi do zabawkowego domku i obezwładnianie jednego chłopca silly string -  incydent z wioski Hamdania, gdzie amerykańscy marines dopuścili się wielu zbrodni

- chłopiec w samochodziku wjeżdżający w basen z piłeczkami i wystrzeliwujące konfetti – nawiązanie do ataków samobójczych na checkpointy stacji bazowych sił zbrojnych USA

No i Serj Tankian – grający przy dziecięcym pianinku, w kapeluszu na wzór słynnego plakatu „I want you for army U.S.”* i pochłaniany przez basen z piłeczkami. Na koniec widzimy trumnę owleczoną amerykańską flagą, najpewniej żołnierza, który zginął na wojnie. Dzieci i Serj patrzą się przez szybę (empty walls?) na żałobników. Może i tu była tylko zabawa, ale prawdziwe skutki wojny są tragiczne.

Miało być o WTC, a wyszła analiza teledysku. Hah. Świetne teledyski wymagają dobrego opisu!

A tekst? Tankian zwraca uwagę na odgradzanie się, przymykanie oczu na tragedię ludzką, na skutki wojny. W refrenie wyrzuca z siebie: Don’t you see their bodies burning? / Desolate and full of yearning,/ Dying of anticipation,/ Choking from intoxication (Czy nie widzicie, że ich ciała płoną?/Samotne i pełne tęsknoty/ Umierające z niecierpliwości/ Dławiące się z zatrucia) i wzywając do otworzenia oczu (I want you to be left behind those empty walls) na to co się dzieje. Serj robi to na swój charakterystyczny sposób – szybko i agresywnie wypluwając z siebie słowa. Konia z rzędem temu kto zaśpiewa refren tak samo szybko i bez błędów wymowy. W teledysku pod koniec zostały zmienione słowa, z oryginalnych „fucking walls” i „god damn walls” na wcześniejsze „ empty walls”. Eh ta cenzura.

Serj Tankian to mistrz, który doskonale ubiera myśli w słowa i komponuje mocne piosenki. I dobrze – takich ludzi nam trzeba, aby uzmysłowić politykom, że wojna do niczego dobrego nie prowadzi. Atak terrorystyczny na World Trade Center był bestialski i wstrząsający; oczywiście ktoś powinien ponieść karę za te wydarzenia – ale nie wywołując od razu wojny (a przy okazji fałszując dowody o istnieniu planów nuklearnych w Iraku).

Świat po wydarzeniach z 11 września zmienił się. To nie tylko większe zabezpieczenia na lotniskach i w miejscach publicznych (a przy okazji monitoring internetu i prywatności), ale także inne spojrzenie na akcje zbrojne. Szczególnie USA. To co obecnie się dzieje to konsekwencja tych wydarzeń. USA zwleka z atakiem na Syrię, nikt nie chce się do nich przyłączyć, wiedząc już że dowody na atak chemiczny mogą nie być do końca wiarygodne. Mam nadzieję, że konflikt zakończy się w sposób pokojowy, bez użycia rakiet tomahawk.

*lubię ciekawostki. Serj Tankian w swoim ubiorze (garniak, kapelusz) nawiązuje do słynnego plakatu James’a Montgomery’ego Flagg’a  „I want you for army U.S.” przedstawiającego Wujka Sama (Uncle Sam) nawołującego młodych Amerykanów do wstąpienia do armii w czasie I wojny światowej (1917-18). Plakat nie jest oryginalnym pomysłem Flagg’a lecz zmodyfikowaną wersją brytyjskiego plakatu Lord’a Kitchener’a (Amerykanie kochają remake’i, co?). A Wujek Sam to narodowa personifikacja Stanów Zjednoczonych (który wyglądem przypomina Abrahama Lincolna). Skrót U.S. nie tylko odnosi się do United States ale również do Uncle Sam’a (Samuela Wilsona, który w 1812 roku zaczął oznaczać beczki z solonym mięsem do transportu inicjałami U.S.).

 

PS. Na koniec coś mniej muzycznego. Oczywiście do tej pory pojawiło się wiele filmów dotyczących ataku na WTC. Ja ze swojej strony polecam Lot 93 z Newark (2006) oraz dokument Ewy Ewart 9.11 Twin Towers.

Koncert System of a Down

BreakingStory #2

Pamiętam własną euforię kiedy System of a down ogłosili powrót w 2011 roku. Cóż to była za informacja! Trasa opierała się głównie na festiwalach ale i tak – mimo że wtedy nie jeździłam na koncerty – przez głowę przeszła mi poważna myśl o pojechaniu na taki festiwal  do Austrii albo Holandii.  No bo trudno było oczekiwać, żeby przyjechali do Polski…

Ale już pierwsze ploty zaczęły się pojawiać pod koniec 2012 roku… Live Nation tajemniczo wrzucał na fejsa teledyski SOAD, pytali kogo byśmy chcieli zobaczyć w Polsce (bardzo dużo komentarzy właśnie żeby System przyjechał, ja też nie omieszkałam pospamować). A tydzień przed ogłoszeniem koncertu to było niemal pewne, że czeka nas wielkie święto (akurat soad ogłaszali koncerty więc wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazywały). I stało się! 14 stycznia marzenia tak nierealne stały się faktem – jeszcze TYLKO kupić bilet (w 3 dni rozeszły się wszystkie) i 8 miesięcy czekania… ale to już z górki ;)

System of a down znam… w sumie bardzo długo (jakby porównać inne zespoły). Co najmniej od 10 lat, ale nie zawsze mi się podobał. Oczywiście zaczęło się od Chop Suey i głupiego filmiku na Internecie (kojarzy ktoś Adik? Hahah). Ale powiedzmy, że nie było u mnie jeszcze wielkiego entuzjazmu, za ciężko i dziwnie było dla mnie hehe (co się dziwić jak to były czasy dla mnie bardziej Nickelbacka… i starego dobrego Linkin Park czy Evanescence). Tak dopiero z 7 lat temu to było pierwsze zafascynowanie Systemem – a szczególnie dzień przed maturą z polskiego – no jak sobie puściłam ATWA, Aerials, B.Y.O.B. i Hypnotize… stres zniknął niczym śnieg na Święta Bożego Narodzenia w Polsce. Nie żeby mi jakoś fantastycznie poszła ta matura… hahah ale wspomnienia są ;) Potem przyszła faza na Serj Tankiana – właściwie to dzięki niemu System mnie wchłonął. 4funTv teledysk do Empty Walls – czy to aby nie wokalista System of a down? … a on nie miał długich włosów?? Konsternacja… okej przyczajmy neta… i ruszyła lawina ;) jeszcze pół roku słuchania The Unthinking Majority, Empty Walls, Baby, Sky is Over oraz Honking Antelope (pamiętam jak w NRD utrzymywał się długi czas na liście). No i trzy lata temu – pełna fascynacja, maniakalne słuchanie soad, wszystkie teksty niemal na pamięć znane, przeglądanie Internetu w poszukiwaniu informacji, fotek, teledysków, wywiadów… ahhhh ;) ja po prostu musiałam dorosnąć do tej muzyki. Ale zawsze gdzieś tam był System, ukryty, czekający na swój czas ;)

Może czasem jest tak, że najpierw trzeba przesłuchać wiele innych rzeczy, żeby dostrzec, jak wyrafinowaną muzykę gra SOAD. Słowo „wyrafinowana” wydaje się być kompletnie niepasującym stwierdzeniem ale kiedy człowiek się dobrze przyjrzy (przysłucha) to zauważy jak z prostych riffów, dwóch wokali różniących się od siebie niczym bas od perkusji , dziwnych zmian tempa i doskonałej gry słów wychodzą kawałki tak wyjątkowe, a jednocześnie charakterystyczne i co najważniejsze – nie starzejące się. Ktoś pięknie, w którymś artykule stwierdził, że ta mieszanka muzyczna jaką gra System nie tylko 15 lat temu wyprzedzała swoje czasy ale i obecnie brzmi doskonale. Jakby czas stanął w miejscu. Mnie i tak fascynuje jak oni potrafią przywalić z gitary i basu tak, że bez włączenia na full głośności i tak trzęsie całym blokiem ;)

Przechodząc do koncertu…

13 sierpnia spełniły się marzenia wszystkich miłośników System of a down! Atlas Arena w Łodzi była wypełniona po brzegi fanami. Ubranymi przede wszystkim na czarno i co ciekawe – różnorodność systemowych koszulek chyba może dorównywać Ironom hahah ;) oczywiście, tak swoją drogą, było parę osób w koszulkach Maiden, AC/DC, Comy… SLAYER – gdzie myślę, że każdemu się w tym momencie nóż otwierał w kieszeni :P to dzięki fanom Slayer’a nasi kochani Ormianie omijali nas szeroooo(…)ookim łukiem przez ostatnie 15 lat, kiedy to jako support w Spodku zostali obrzuceni chlebem i monetami (o czym wspomniał nawet Daron Malakian podczas koncertu, dostając cios balonikiem ;) pamiętliwe skurczybyki!!). Ale myślę, że to dzięki Serj Tankianowi, który już dwa razy odwiedzał Polskę grając solowo (w październiku też wybieram się na symfonicznego Serja!) – przekonał resztę, że naprawdę warto przyjechać i nie ma wsi (poza fanami Slayera :P).

Może i ja nie byłam na wielu koncertach w życiu i nie mam porównania… chociaż jak się człowiek naogląda koncertów w Internecie to w sumie ma pewne pojęcie. Ale koncert System of a down to było wydarzenie, które zapadnie na długo w pamięci i śmiało może kandydować do koncertu roku lub kto wie – ostatnich lat. To co się działo na hali to było coś niewiarygodnego, niebywałego. Myślę, że rzadko czuje się tak miażdżącą, zapierającą dech w piersiach (dosłownie) energię i MOC. Na płycie przez 1,5 h trwało istne szaleństwo. Ścianki, mosh pity, siadanie, skakanie, fale, pogo – nie było osoby która by spokojnie stała i przypatrywała się (no chyba, że akurat musiała odpocząć, przecież ile można skakać i śpiewać  w parującym tłumie). A o poziomie szaleństwa niech świadczą stojące przez cały koncert trybuny – a przecież tam zawsze jest zamuła.

Ale chyba największe wrażenie robiły same piosenki odśpiewywane od początku do końca przez publiczność… odśpiewywane hah… wykrzyczane i wycharczane (jeżeli ktoś stracił po drodze głos lub postanowił growlować haha). Niesamowite wrażenie zrobiły oczywiście Chop Suey, Toxicity, B.Y.O.B., Deer Dance i oh-my-god Psycho. Nie mogę nie wspomnieć o Lost In Hollywood, gdzie cała hala machała rękoma w powietrzu przy słowach „All you bitches put your hands in the air, and wave them like you just don’t care” – trybuny wyglądały nieziemsko. I przy Lonely Day zapalniczki i latarki w komórkach… podczas jednej z piosenek wydawało mi się nawet, że Daron chyba nie mógł powstrzymać uśmiechu podczas śpiewania – widząc takich crazy-fanów i tą całą miłość w ich oczach – ja to bym dostała szczękościsku z banana na twarzy hahah ;) I ku mojej radości w set liście pojawiły się nie grane od dekady kawałki Spiders (uwielbiam!) czy Peephole (przeraża mnie ten utwór;)). Oraz traktujące o wojnie i żołnierzach, podniosłe i wściekłe – Holy Mountains (jak dotąd zagrane tylko w Polsce!).

A chłopaki z SOAD? Dużo to ja nie widziałam przez ten cały tłum dziko wirujący wkoło (a ja razem z nim) ale rzeczywiście Daron czy Shavo byli jakoś mocno skacowani (polska gościnność ich przytłoczyła??), John wiadomo – trudno coś zobaczyć zza perkusji (i ten tamburyn hahah). Ale Serj Tankian?! On jakoś nigdy nie był zbyt wylewny na scenie, rzadko szaleje czy wchodzi w interakcje z resztą zespołu, ale we wtorek był nie do poznania. Tzn jakby sobie strzelił kielicha to mógłby bardziej poszaleć, ale jak popatrzeć na koncerty po powrocie (i nawet te sprzed przerwy) – to tak żywiołowego, i co najważniejsze niedającego dupy podczas śpiewania (widać było czasem u niego brak entuzjazmu) – to ja Serj’a od wielu lat nie widziałam. Co on na Psycho wyrabiał?! Jest w formie ;)

Jeśli chodzi o scenografię (wspomnę szybko, że support Hawk Eyes byli nudni jak polskie telenowele) to oczywiście Amerykanie tradycyjnie stawiają na minimalizm, czyli logo, dywany i porządna dawka epileptycznych niebiesko-czerwonych świateł… tylko czemu nie było telebimów?! Nagłośnienie? Ja się nie znam – może jak dla mnie dziwny głos miał Serj i czasem traciliśmy brzmienie gitary (bas fajnie dawał po żebrach) ale ja nie będę narzekać jak cały koncertowy polski naród – jak chcą idealnej jakości dźwięku to niech sobie słuchają płyt na najdroższych głośnikach świata, a nie trolują po komentarzach :P

Przypatrując się filmikom po pierwszej części trasy koncertowej muszę powiedzieć, że… będą z tego dzieci jak ja to mówię. Najpierw John w USA oznajmił, że wrócą z nową płytą (i teraz w Niemczech), u nas Daron powiedział, że też wrócą z płytą… WTF?! Rozumiem, że John mógł sobie coś chlapnąć, ale skoro Daron – szef wszystkich szefów – wyskakuje z taką informacją to musi być coś na rzeczy! Co prawda Serj zaprzecza (ku wściekłości Shavo, który już na fejsie go pojechał parę miesięcy temu), twierdząc krótko, że on potrzebuje weny i na siłę nic nie zrobi ale… w sumie chłopaki mogliby w trójkę coś skombinować, a Serj dograłby tylko swoje partie wokalne (jakby znalazł czas) i wszyscy byliby zadowoleni ;) prawdę mówiąc jestem trochę po stronie Serj’a bo jak pokazuje jego album Harakiri – jak mu się chciało na spontana nagrać to wyszła płyta naprawdę najwyższych lotów (Elect the dead jest taką pochodną SOAD, ale już Harakiri to prawdziwe, rockowe i naturalnie skomponowane dzieło).  Ja podchodzę bardzo spokojnie do tych rewelacji płytowych, ale nie przeczę, że chcę rozwoju sytuacji w 2014 roku!

Podsumowując, ja jestem niesamowicie szczęśliwa, że byłam na GENIALNYM koncercie System of a down. Spełniło się moje marzenie! Wyszalałam się, wyśpiewałam, wyskakałam, zakwasy na rękach mam do dziś ;) No i żeby jeszcze zobaczyć chłopaków we wspaniałej formie (a Serj’a chyba w najwyższej od wielu lat), być w tak przeżywającym euforię publiczności… tego się słowami nie da opisać ile to znaczy dla mnie i dla wielu innych fanów. To nie był koncert wyreżyserowany w najdrobniejszych szczegółach, czy porażający wymyślnymi efektami świetlnymi – to było najprawdziwsze święto muzyki! Totalne SZALEŃSTWO!!

Taki filmik: