Relacja: Three Days Grace w Warszawie! (08.07.2017r., klub Stodoła)

Three Days Grace cieszą się w Polsce dużą popularnością, co udowodnił warszawski wyprzedany koncert. Atmosfera w Stodole była niesamowita, a emocje sięgały zenitu. W roli supportu zagrał polski zespół Carrion.

3dg

Czytaj dalej

Relacja: Ghost nawiedził Warszawę! (21.04.2017, klub Stodoła)

Szwedzki Ghost nawiedził po raz kolejny warszawską Stodołę. Rytuał odbył się tym razem bez przeszkód wypełniając cały klub wiernymi fanami, którzy chcieli trochę pogrzeszyć z Papą Emeritusem III i Bezimiennymi Ghulami w piątkowy wieczór. Jako support zagrał zespół ZOMBI.

ghost2

Czytaj dalej

Skillet – relacja (28.10.2014r., klub Stodoła)

BreakingStory #46

Skillet, 28.10.2014r. (Stodoła, Warszawa)

Po pierwszym koncercie Skillet w Polsce, który odbył się 2 listopada 2013 r., gdzie grali jako support przed Nickelbackiem napisałam na blogu:

 „Jestem pod ogromny wrażeniem tego zespołu i jeżeli kiedyś przyjadą jeszcze do Polski, na pewno pojadę. Razem rozniesiemy scenę w drobny pył!” (link)

Po drugim koncercie Skillet w Polsce, który odbył się 11 czerwca 2014 r., gdzie zagrali na Impact Festiwal, na małej scenie pod Atlas Areną, napisałam na blogu:

„Nie będę ukrywać, że zabawa pod sceną była kiepska, ale ja już od ponad pół roku apeluję o koncert klubowy. To gwarancja doskonałej zabawy i szaleństwa, na którą Skillet zasługują. A nie mam wątpliwości, że bez problemu zapełniliby każdy klub i ja bym tam była! Są wspaniali, takich żywiołowych koncertów potrzeba nam w Polsce!” (link)

A jak było na trzecim koncercie Skillet w Polsce? Sprawdźcie poniżej!

Wiedziałam, że Skillet są kapitalnym koncertowym zespołem. Wiedziałam, że fani zgotują im gorące przyjęcie, takie jakie powinni dostać od początku ich występów w Polsce. Wiedziałam, że zabawa będzie zarąbista. Ale nie spodziewałam się, że AŻ TAK?! Już parę razy się wypowiadałam (a ostatnio nawet tu), że polska publiczność potrafi być niesamowita, ale we wtorek chyba przeszła samą siebie!

Już tradycyjnie koncert rozpoczął się od skrzypcowo-wiolonczelowego intro do Whispers In the Dark. Johnathan Chu i Tate Olsen tym razem ubrani na czarno, a nie na biało, wyszli na scenę w burzy oklasków i okrzyków. Potem po kolei Jen Ledger, Set Morrison, Korey Cooper i na koniec John Cooper! No i zaczęło się szaleństwo! Nie było opcji aby nie ponieść się szaleńczej zabawie, skoro Skilleci zaczęli niezwykle energetycznie od Whispers, a potem Forsaken, Sick of It i Not Gonna Die.  Cała sala śpiewała, wymachiwała rękami w powietrzu, skakała do rytmu. Była taka wrzawa, że John przynajmniej trzy razy wspominał, że jesteśmy tak głośno, że już go uszy bolą (narażając się przy okazji na jeszcze większy aplauz w związku z tym haha). Ale miał absolutną rację – nie tylko refreny były głośno odśpiewywane, ale także zwrotki, a po każdym utworze jeszcze otrzymywali wielkie brawa i powtarzane „Skillet! Skillet!”. Poza tym, co mnie jednak zdziwiło, pod sceną rozkręciło się fajne pogo, a nawet były ścianki, circle pit i młynek (jak dobrze, że wzięłam glany!). A ostatni raz tyle osób na fali to widziałam na 3-majówce we Wrocławiu w 2013 roku, taśmowo chłopaki podnosili do góry chętnych, aż sami też zostali poniesieni (nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka). Niesamowite!

Czytaj dalej

Czarna msza z Duchami (relacja z koncertu Ghost)

BreakingStory #36

Ghost (B.C.), 25.06.2014r., Stodoła, Warszawa.

Zanim przedstawię relację z koncertu z warszawskiej Stodoły, temat Ghosta wymaga kilku słów wstępu. Po to aby nie zostać posądzoną o satanizm i inne tego typu historie wynikające z braku dostatecznej wiedzy.

Ghost to szwedzki zespół (z piekła rodem??). Powstał w 2008 roku i wydali jak dotąd dwie płyty: Opus Eponymous i Infestissumam oraz EP-kę If You Have Ghost z coverami (której produkcją zajął się sam Dave Grohl). Trudno jednoznacznie sklasyfikować ich styl muzyczny. To mieszanka heavy metalu, doom metalu, ma coś nawet z rocka progresywnego, a nawet psychodelicznego późnych lat 60-tych. Brzmią niekiedy bardzo sabbathowo ale też mają coś z Pink Floyd. Ghost tworzy pięć Bezimiennych Ghuli (ze znaczkami na stułach: Ogień-gitara, Woda-bas, Wiatr-perkusja, Ziemia-klawisze i Eter-gitara rytmiczna) oraz Papa Emeritus (I-II – wokal) – do tej pory nie ujawnili swoich ludzkich tożsamości. Wszyscy oni przyodziani są w szaty (obecnie czarne, kiedyś były białe), niemal całkowicie zakrywające wszystkie części ciała. Dodatkowo Papa ma na twarzy maskę wymalowaną na trupią czaszkę, ubrany jest w sutannę, ornat z mitrą na głowie. Dodając do tego lekko satanistyczne teksty, można by stwierdzić, że Ghost to przedstawiciel black metalu. Ale słuchając muzyki tego zespołu no nijak nie da się ich podczepić pod ten gatunek (to tak jakby próbować wcisnąć Iron Maiden w black metal bo śpiewają „six, six, six, the number of the beast!”). Szczególnie, że sam zespół podchodzi do tego o czym śpiewają i jak wyglądają z przymrużeniem oka, w sposób ironiczny. Starają się być po prostu mroczni, złowrodzy, tajemniczy. Ja zresztą również podchodzę do nich z dużym dystansem, skupiając się na muzyce, a nie tym wyjętym z horroru wizerunku. Właściwie nawet mi się on podoba (szczególnie maska Papy) i nie potrafię sobie ich wyobrazić bez tych habitów. To jest Ghost! Grają wyjątkową, wyróżniającą się, a przede wszystkim świetną muzykę, wpadającą w ucho. Niby grają ciężko, metalowo ale jednocześnie lekko, a czasem wręcz zahaczają o pop (głos wokalisty szczególnie). Jest to przedziwne połączenie, ale ja lubię dziwne rzeczy, szczególnie kiedy są naprawdę dobre!

  Czytaj dalej